[Analiza] Putin po raz czwarty – nieczysta gra o frekwencję

W niedzielę 18 marca przypada czwarta rocznica aneksji Krymu przez Federację Rosyjską. Właśnie w tym dniu u naszego wschodniego sąsiada odbędą się wybory prezydenckie. Około 110 milionów rosyjskich wyborców i wyborczyń będzie mogło zagłosować na jedną spośród 8 osób dopuszczonych do kandydowania w wyborach. Głos będzie można oddać od 8:00 do 20:00 w ponad dziewięćdziesięciu tysiącach komisji wyborczych położonych na dwóch kontynentach w aż 11 strefach czasowych.

Pewna wygrana Władimira Putina

Nadchodzące głosowanie to – z pozoru – wspaniałe święto rosyjskiej demokracji. Jednak czy na pewno tegoroczne wybory prezydenckie będą dla Rosjan i Rosjanek okazją do celebrowania demokracji? Do wyborów nie dopuszczono Aleksieja Nawalnego, specjalizującego się w śledztwach antykorupcyjnych najsłynniejszego rosyjskiego opozycjonisty. Po wyeliminowaniu w ten sposób najgroźniejszego przeciwnika obecnego prezydenta, startujący już 4 raz Władimir Putin pozostał faktycznie jedynym realnym kandydatem. Obok niego w wyborach kandydują nie mający większego poparcia ani znaczenia Sergiej Baburin (Rosyjski Związek Narodowy), Paweł Grudinin (Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej), Władimir Żyrinowski (Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji), Ksenia Sobczak (bezpartyjna, dziennikarka), Maksym Surajkin (Komuniści Rosji), Boris Titow (Partia Wzrostu) oraz Grigorij Jawliński (Jabłoko). Tym samym jeszcze przed dniem głosowania znamy zwycięzcę tegorocznych wyborów na prezydenta Federacji Rosyjskiej. Ponadto należy spodziewać się wygranej Putina już w pierwszej turze. Wysoce prawdopodobnym jest również duże, kształtujące się przynajmniej w okolicach 65%, poparcie dla obecnego prezydenta.

Jedyna niepewna tych wyborów – frekwencja wyborcza

Jedyną niewiadomą wydaje się masowość udziału Rosjanek i Rosjan w tegorocznych wyborach, tj. wysoka bądź niska frekwencja wyborcza. Przewidywane przez wiele analityczek i analityków niskie zainteresowanie tegorocznymi wyborami prezydenckimi ma być związane w szczególności z przewidywalnością wyniku głosowania. Obywatelki i obywatele,  pozbawieni realnego wyboru, prawdopodobnie mniej chętnie pofatygują się do urn. Niski poziom uczestnictwa Rosjanek i Rosjan w wyborach ma być również związany z mało ciekawą kampanią wyborczą wszystkich kandydatek i kandydatów (w tym Władimira Putina). Niemałe znaczenie ma także – skierowana do prodemokratycznych wyborców i wyborczyń – kampania zachęcająca do bojkotu wyborów, zainicjowana przez Aleksieja Nawalnego. Na możliwą apatię wyborczą Rosjan i Rosjanek wskazywać mogą również wyniki przeprowadzonych w 2016 roku wyborów parlamentarnych: oficjalna frekwencja była wówczas historycznie niska i wyniosła zaledwie 47,9%. Co ciekawe, tradycją ostatnich 19 lat było, że na wyborach prezydenckich w Rosji (lata 2000, 2004, 2008, 2012) oficjalna frekwencja była od 5% do 8% wyższa niż w czasie poprzedzających je wyborów parlamentarnych (lata 1999, 2003, 2007, 2011). Sugerowałoby to, że w czasie tegorocznych wyborów prezydenckich frekwencja może wynieść od 53% do 56%.

Rosyjskim władzom niska frekwencja jest jednak nie na rękę. Wygrana Putina, nawet bardzo wysoka, ale przy niskiej liczbie głosujących, osłabia legitymizację obecnie rządzących Rosją elit politycznych. Wybory prezydenckie, w szczególności dzięki nie dopuszczeniu do nich realnych dla Putina kontrkandydatur, są w końcu dla nich plebiscytem zaufania. Dlatego Kreml zażyczył sobie wysokiej frekwencji wyborczej. W tym celu rozkręcono zmasowaną kampanię propagandową na rzecz udziału w tegorocznych wyborach, a także rozpoczęto naciski administracyjne na wyborczynie i wyborców. O ile propaganda uczestnictwa w wyborach jest w dużej części przypadków działaniem legalnym, jedynie od czasu do czasu trochę groteskowym , o tyle spływające do niezależnych organizacji monitorujących wybory sygnały o naciskach na wyborców i wyborczynie dotyczą działań w dużym stopniu nielegalnych . Ofiarami nacisków są m.in. rosyjscy uczniowie, studentki, nauczyciele czy pracownice instytucji publicznych, na których wymusza się obowiązkowy udział w głosowaniu na przykład poprzez konieczność oddania głosu bezpośrednio w miejscu pracy/nauki (co jest monitorowane przez wyznaczone do tego osoby) albo przez wymuszanie na zależnych od państwa wyborcach przyniesienia dowodu potwierdzającego udział w głosowaniu (może to być fotografia bądź zaświadczenie o oddaniu głosu). Co ciekawe, w większości odkrytych dotychczas przypadków władze nie wymuszają głosowania na określonego kandydata, najprawdopodobniej mając świadomość, że pozbawieni wyboru Rosjanie oddadzą swój głos w większości na Władimira Putina.

Klip pro-frekwencyjny: Wszyscy na wybory!

Nieprawidłowości i fałszerstwa wyborcze są powszechne

Mimo bezprecedensowego poziomu nacisków na Rosjanki i Rosjan nie wydaje się jednak, by oczekiwana przez rosyjskich polityków wysoka frekwencja mogła zostać osiągnięta bez stosowania metod pozaprawnych. Pomimo deklaracji rosyjskich elit politycznych o zamiarze przeprowadzenia uczciwych wyborów, od 2000 roku żadne ogólnokrajowe wybory parlamentarne i prezydenckie nie obywały się bez znaczących nieprawidłowości czy też fałszerstw wyborczych. O licznych nieprawidłowościach wspominał m.in. raport końcowy misji OBWE/ODIHR z wyborów parlamentarnych w 2016 roku.  Zawarto w nim informacje m.in. o istotnych problemach z tajnością głosowania, utrudnianiu pracy obserwatorkom i obserwatorom, a także o przypadkach nielegalnego wypełniania biuletynów wyborczych oraz o przypadkach wielokrotnego głosowania. Na podobne problemy w czasie dnia głosowania, tj. na utrudnianie pracy obserwatorom, nielegalne dorzucanie głosów oraz wielokrotne głosowanie, wskazywał również raport rosyjskiego Ruchu Gołos z wyborów parlamentarnych w 2016 roku.

Jak wyglądają rosyjskie fałszerstwa w praktyce?

Dzięki mrówczej pracy środowiska rosyjskich niezależnych obserwatorów wyborczych, którzy w dniu głosowania tworzą materiały fotograficzne i filmowe, obok raportów mamy również dostęp do wizualnych dowodów na nieprawidłowości i fałszerstwa. Jednym z najbardziej znanych przykładów fałszerstwa jest tak zwany wrzut (wbros) dodatkowych głosów do urny (często wrzucanych wspólnie, nawet w plikach po kilkanaście kartek), który może mieć miejsce zarówno jeszcze przed otwarciem komisji wyborczej (i wówczas dokonują go członkowie komisji), jak i po jej otwarciu (wtedy wrzutu może dokonać każdy). Wrzuty głosów zostały udokumentowane w materiałach wideo, a ich rezultaty można również zobaczyć na fotografii poglądowej.

Zdjęcie 1: Przykład dwóch grup po kilkanaście głosów wrzuconej do urny, a następnie z niej wyjętej

wybory

Źródło: http://polittech.org/wp-content/uploads/2012/06/vbross_02.jpeg

Obok wrzutów głosów do urn fałszowanie wyborów w Rosji przybiera też formę wielokrotnego głosowania. Polega ono albo na wykorzystywaniu przez jedną osobę wielu dokumentów tożsamości w celu otrzymania wielu kart wyborczych, albo na tzw. karuzeli wyborczej. Karuzela wyborcza ma dwa schematy. Pierwszy z nich polega na wniesieniu do lokalu wyborczego wypełnionej karty do głosowania, wrzuceniu jej do urny, a następnie wyniesieniu pustego głosu dla następnej osoby. Drugi schemat karuzeli wyborczej polega na podwożeniu do kolejnych lokali wyborczych grup ludzi ze sfałszowanymi dokumentami po to, by dowiezione osoby mogły nielegalnie oddać głos więcej niż raz.

Fałszowanie rosyjskich wyborów dokonywało się w przeszłości również po zamknięciu lokali wyborczych. Może to polegać na odebraniu kandydatkom lub kandydatom opozycji części głosów i ich dopisaniu kandydatowi partii władzy, albo też na sfałszowaniu samego protokołu wyborczego, tj. na wpisaniu do niego liczb, które nie są tożsame z wolą wyborczyń i wyborców wyrażoną w dniu głosowania (tj. nie odpowiadają rzeczywistej liczbie głosów znajdujących się w urnie).

Wszystkie te fałszerstwa mają miejsce mimo obecności dziesiątek tysięcy kamer internetowych w większości rosyjskich lokali wyborczych, a także mimo obecności w nich dziesiątek tysięcy obserwatorek i obserwatorów.

12 milionów nielegalnie dorzuconych głosów

Współpracujący z Ruchem Gołos rosyjski fizyk Siergiej Szpilkin wskazuje wręcz, że w ostatnich 15 latach (tj. od 2003 roku) niezależnie od rodzaju wyborów (parlamentarne, prezydenckie) do rosyjskich urn wyborczych trafiało od 9 do niemal 15 milionów głosów więcej niż wyniosła rzeczywista liczba osób biorących udział w głosowaniu. Siergiej Szpilkin to autor jednej z najbardziej znanych metod statystycznej analizy nieprawidłowości wyborczych, tzw. metody Szpilkina, która bada zależność poparcia dla partii/kandydata od frekwencji wyborczej. Zgodnie z wyliczeniami Szpilkina nadmiarowe głosy były oddawane na Władimira Putina oraz na partię Jedna Rosja. Taka sytuacja miała mieć miejsce m.in. w roku 2016, kiedy według szacunków Szpilkina liczba nadmiarowych głosów oddanych na Jedną Rosję miała wynieść ok. 11,5 miliona, co stanowiło ponad 40% oficjalnego poparcia partii (26,3 miliona). Zobrazowane metodą Siergieja Szpilkina wyniki wyborów parlamentarnych 2016 roku zostały pokazane na poniższym wykresie.

Wykres 1: Wyniki rosyjskich wyborów parlamentarnych 2016 r. zobrazowane metodą Siergieja Szpilkina. Różowym kolorem zakreślono głosy na partię Jedna Rosja, ocenione jako sfałszowane.

wybory.jpeg

Autor: Siergiej Szpilkin

Zgodnie z wyliczeniami Szpilkina podobną liczbę sfałszowanych głosów (11,5 miliona) miał otrzymać Władimir Putin w czasie ostatnich wyborów prezydenckich w 2012 roku. Tymczasem w 2011 roku Jedna Rosja miała otrzymać niemal 15 milionów dodatkowych głosów, co stanowi prawie połowę oficjalnie otrzymanego przez partię poparcia (32,3 miliona).

Obserwacje Siergieja Szpilkina potwierdzają również analizy statystyczne wyników wyborów prowadzone za pomocą innych metod. Wspomina o nich m.in. niezależny rosyjski analityk Borys Owczinnikow, który bada nieprawidłowości wyborcze, wykorzystując do tego zależność poparcia dla partii/kandydata od liczby głosów nieważnych. Dodatkowo statystyczne oceny wielkości nieprawidłowości wyborczych potwierdza również część prowadzonych w Rosji badań socjologicznych, a także raporty spływające od rosyjskich obserwatorek i obserwatorów pracujących w lokalach wyborczych w dniu głosowania.

W co siódmym rosyjskim regionie matematycznie udowodniono fałszerstwa wyborcze

Jedną z ciekawszych metod badania anomalii wyborczych zaprezentował jeszcze w 2016 roku wspomniany już niezależny rosyjski analityk Borys Owczinnikow. Dokonał on analizy wielkości poparcia dla partii politycznych w czasie wyborów parlamentarnych w 2016 roku i odkrył w niej szereg regionów, w których wyniki głosowania na poszczególne partie polityczne były identyczne bądź niemal identyczne w dziesiątkach, a nawet setkach komisji wyborczych. Zgodnie z jego oceną takie fałszerstwa miały miejsce w przynajmniej 11 rosyjskich regionach (będących odpowiednikami polskich województw), co stanowi niemal 1/7  ich całkowitej liczby. Według obliczeń Owczinnikowa w części zaobserwowanych przez niego przypadków prawdopodobieństwo takiego „zbiegu okoliczności” wynosi jeden na miliard, a nawet jeden na biliard, co czyni je praktycznie niemożliwymi.

Wykres 2: Regiony Rosji, w których matematycznie udowodniono fałszerstwa wyborcze

wybory.jpeg.png

Źródło: Borys Owczinnikow, http://barouh.livejournal.com/422490.html

Korzystając z matematycznych obliczeń Owczinnikowa zaobserwowane przez niego anomalie zobrazował w ostatnich dniach tatarski badacz Azat Gabdulwaliejew. Obrazując opublikowane przez Owczinnikowa fałszerstwa udowadnia on szerokiej rzeszy odbiorczyń i odbiorców, w jak wielu rosyjskich miastach i regionach wybory zostały nie tyle sfałszowane, co wręcz narysowane. Przykład niesfałszowanych, a także dwa przykłady sfałszowanych („narysowanych”) wyników wyborów parlamentarnych w 2016 roku zostały przedstawione poniżej:

Wykres 3: Wyglądające na niesfałszowane w znaczącym stopniu wyniki głosowania na partię Jedna Rosja w poszczególnych komisjach wyborczych miasta Rostów nad Donem w czasie wyborów parlamentarnych 2016 r.

wybory.jpeg

Źródło: Azat Gabdulwaliejew na podstawie danych Centralnej Komisji Wyborczej, https://a-gabdulvaleev.livejournal.com/32550.html

Wykres 4: Sfałszowane wyniki głosowania na partię Jedna Rosja w poszczególnych komisjach wyborczych miasta Czerkaska w czasie wyborów parlamentarnych 2016 r.

wybory.jpeg

Źródło: Azat Gabdulwaliejew na podstawie danych Centralnej Komisji Wyborczej, https://a-gabdulvaleev.livejournal.com/32550.html

Wykres 5: Sfałszowane wyniki głosowania na partię Jedna Rosja w poszczególnych komisjach wyborczych miasta Saratowa w czasie wyborów parlamentarnych 2016 r.

wybory.jpeg

Źródło: Azat Gabdulwaliejew na podstawie danych Centralnej Komisji Wyborczej, https://a-gabdulvaleev.livejournal.com/32550.html

Prosta wzrokowa analiza powyższych wykresów pozwala nawet niedoświadczonej czytelniczce czy niedoświadczonemu czytelnikowi stwierdzić, że wybory w Czerkasku oraz Saratowie wyglądają tak, jakby wyniki były odrysowywane od linijki. Tymczasem normalne wybory charakteryzują się tym, że głosy rozkładają się różnorodnie, w związku z czym partia, która w danym mieście (regionie) otrzymuje średnio 60% głosów, w poszczególnych komisjach wyborczych może otrzymać zarówno 40%, 55%, 61%, 77%, jak i 80% poparcia.

Ewolucja nieprawidłowości wyborczych

Nieprawidłowości i fałszerstwa zdarzające się w czasie rosyjskich wyborów ulegały zmianom na przestrzeni kolejnych lat. W różnych okresach koncentrowały się one w różnych obszarach, a podział mógł przebiegać zarówno według granic rosyjskich regionów, jak i wewnątrz tych regionów. Wielokrotnie zdarzało się, że masowe fałszerstwa (takie jak w Moskwie jesienią 2011 roku), po tym, kiedy wiedza o nich stała się powszechna, po zaledwie kilku miesiącach (wiosna 2012 roku) nie powtarzały się. Zdarzały się również sytuacje odwrotne, kiedy wybory w „czystych” regionach nagle zaczynały przypominać standardy w Czeczenii.

W czasie ostatnich wyborów parlamentarnych w 2016 roku zaobserwowano podzielenie się Rosji na dwie części (pokazuje to wcześniej opublikowany Wykres 1). W jednej z nich średnia frekwencja wynosiła 37%, a poparcie dla Jednej Rosji było niższe niż łącznie dla pozostałych partii. Najprawdopodobniej w tych komisjach poziom nieprawidłowości i fałszerstw wyborczych był niski bądź nie było ich wcale, a wyniki te oddają rzeczywistą wolę rosyjskich wyborców i wyborczyń. W drugiej części Rosji przeciętna frekwencja przekraczała 70%, a poparcie dla Jednej Rosji było wielokrotnie wyższe niż dla pozostałych partii razem wziętych. Wiele wskazuje na to, że wyniki te w dużym stopniu związane są z fałszerstwami w czasie wyborów. Przyporządkowanie geograficzne pierwszej i drugiej części Rosji pozwala stwierdzić, że 2 lata temu nieprawidłowości i fałszerstwa wyborcze usunięto z większości dużych rosyjskich miast, a także z większości regionów zdominowanych przez ludność słowiańską. Skoncentrowano je natomiast i zwielokrotniono w dużej części rosyjskich republik narodowych, a także na prowincji (wsie i małe miasta) części słowiańskich regionów.

Bez fałszerstw się nie obejdzie

Konieczność zapewnienia Władimirowi Putinowi wysokiego poparcia, a także niskie zainteresowanie Rosjanek i Rosjan uczestnictwem w wyborach zdają się wskazywać, że 18 marca, podobnie jak w ostatnich kilkunastu latach, nie obejdzie się bez masowych nieprawidłowości i fałszerstw wyborczych. Ich skala i geograficzna koncentracja nie są obecnie znane, jednak można przypuszczać, że będą one podobne do tych zaobserwowanych w czasie wyborów parlamentarnych w 2016 roku. Fałszerstwa mogą zostać skoncentrowane w dużej części republik narodowych (m.in. w Czeczenii, Dagestanie, Kabardo-Bałkarii, Karaczajo-Czerkiesji, Inguszetii, Tuwie, Tatarstanie, Baszkirii, Mordowii czy w Komi) oraz w części słowiańskich regionów (m.in. w obwodach kemerowskim, saratowskim, tiumieńskim, biełgorodzkim oraz penzeńskim). Najwięcej fałszerstw może zostać odnotowanych na prowincji tych regionów (niewielkie miasta i wsie); duże miasta, w szczególności stolice regionów, są w mniejszym stopniu zagrożone nieprawidłowościami ze względu na silniejszą obecność obserwatorek i obserwatorów wyborczych. Nie należy jednak wykluczać przesunięcia fałszerstw w porównaniu do 2016 roku Być może część regionów, w których zaobserwowano duże nieprawidłowości, zostanie ich pozbawiona, natomiast inne regiony, dotychczas niewyróżniające się w negatywną stronę, staną się ofiarą zjawiska cudownego rozmnożenia głosów.

Rosyjskie władze wyraźnie przygotowują się do tego, by świadectwa ewentualnych nieprawidłowości i fałszerstw nie dotarły do szerokiej opinii publicznej. Wskazuje na to w szczególności seria wydarzeń z ostatnich dni. 7 marca Centralna Komisja Wyborcza odmówiła akredytacji niemal 5,5 tysiącom rekrutowanych przez Ruch Gołos i sztaby Aleksieja Nawalnego obserwatorek i obserwatorów, którzy zamierzali pracować przy tegorocznych wyborach, wykorzystując do tego status dziennikarza. W bliskich Kremlowi organizacjach i środowiskach rozpoczęła się również kampania dyskredytowania dokonywanych przez niezależnych fizyków i matematyków badań dotyczących statystycznej analizy wyników wyborów i wyjawiania w ten sposób nieprawidłowości i fałszerstw. 11 marca w prokremlowskich mediach rozpoczęła się również kampania dyskredytacji samych obserwatorów wyborczych, których oskarża się o zachodnie finansowanie, a także o to, że są uczestnikami spisku, którego celem jest podważenie uczciwości tegorocznych wyborów, a tym samym legitymizacji władzy Władimira Putina. Rosyjskie Ministerstwo Sprawiedliwości 13 marca dopisało tymczasem do listy organizacji niepożądanych dwa europejskie podmioty analizujące rosyjski proces wyborczy – Europejską Platformę dla Demokratycznych Wyborów oraz Międzynarodowe Centrum Badań Wyborczych. Rosyjska opozycja oraz niezależni obserwatorzy są również od wielu tygodni poddawani ogromnej presji (areszty, pobicia, konfiskata materiałów informacyjnych), która ma ich zniechęcić do obserwacji niedzielnych wyborów. Najbardziej doniosłe wydarzenie miało miejsce 3 dni przed wyborami, tj. 15 marca. Tego dnia Ruchowi Gołos wymówiono najem pomieszczenia, w którym zamierzał on prowadzić call center zbierający informacje o naruszeniach w dniu głosowania . Jeżeli wybory mają być uczciwe i pozbawione fałszerstw, to dlaczego presja wobec obserwatorów rośnie do poziomu nigdy w historii niespotykanego?

Mateusz Bajek

Mateusz Bajek jest absolwentem stosunków międzynarodowych i europeistyki wschodniosłowiańskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Studiował także na Państwowym Uniwersytecie w Petersburgu. Zajmuje się polityką wschodnią, problematyką uczciwości procesu wyborczego oraz doradztwem w zakresie energetyki. Uczestniczył w licznych misjach obserwacji wyborów w Europie Środkowej i Wschodniej (m.in. z ramienia OBWE oraz Europejskiej Platformy Demokratycznych Wyborów – EPDE), w tym w Rosji, w Gruzji, Białorusi i Ukrainie.

Zdjęcie: https://www.flickr.com/photos/mfosa/2668825486/

%d blogerów lubi to: