Przed wyborami w Bawarii i Hesji: Tygodnie prawdy dla Angeli Merkel?

Bez tytułu

Wybory do landtagów zwykle nie wzbudzają poza granicami Niemiec większych emocji. Zdarza się jednak, że ich wyniki mają kluczowy wpływ na sytuację polityczną na poziomie federalnym. Tak było w 2005 roku, gdy przegrane przez SPD wybory w Północnej Nadrenii-Westfalii skłoniły Gerharda Schrödera do wymuszenia rozpisania nowych wyborów, które ostatecznie wyniosły do władzy Angelę Merkel. Po wyborach w Bawarii (14.10) i Hesji (28.10) nie należy się spodziewać aż tak dramatycznych konsekwencji, ale w zależności od wyników mogą one znacząco przyśpieszyć bieg politycznych wydarzeń, a ewentualne wstrząsy w Monachium i Wiesbaden będą wyraźnie odczuwalne w Berlinie. 

W Bawarii CSU, siostrzana partia CDU Angeli Merkel, w zgodnej opinii komentatorów zanotuje najgorszy wynik od ponad 60 lat. Partii, która dotychczas zgodnie z mottem „Laptop und Lederhose” (laptop i skórzane spodnie) umiejętnie łączyła tradycję z nowoczesnością, ostatnie sondaże dają zaledwie 33-35%. CSU straci tym samym dopiero po raz drugi od 1962 samodzielną większość. Wcześniej miało to miejsce w 2008 roku i doprowadziło do zmiany na stanowisku premiera i szefa partii. Tym razem może być podobnie. Do roli – zasłużonego – kozła ofiarnego szykowany jest szef CSU i federalny minister spraw wewnętrznych Horst Seehofer. Z fotela szefa rządu może również spaść Markus Söder, który dopiero w marcu zastąpił Seehofera na tym stanowisku.

Słaby wynik Seehofera i spółki mógłby być do pewnego stopnia dla kanclerz Merkel źródłem satysfakcji. CSU w ostatnich miesiącach obrała kurs mocno na prawo chcąc odzyskać wyborców, którzy uciekli do skrajnie prawicowej AfD. Na celownik wzięto panią kanclerz i rękami Seehofera sprowokowano Berlinie dwa niezwykle poważne kryzysy rządowe. Pierwszy dotyczył możliwości zawracania na granicy osób ubiegających się o azyl, które już złożyły stosowny wniosek w innym państwie Unii Europejskiej. Było to bezpośrednim atakiem na symboliczne dziedzictwo prouchodźczej polityki Merkel. Następnie, Seehofer bronił szefa niemieckiego kontrwywiadu, który ściągnął na siebie uwagę mediów kontrowersyjnymi i wprowadzającymi w błąd wypowiedziami po antyimigranckich demonstracjach w saksońskim Chemnitz. W obydwu przypadkach Seehofer puszczał oko do prawicowych wyborców. Tymczasem, sondaże wyraźnie wskazują, że wyborcy chcą skarcić CSU za ich awanturnictwo. O ile bowiem w ostatnich miesiącach udało się rzeczywiście zatrzymać wzrost poparcia dla AfD, to od CSU odpłynęli wyborcy centrowi zasilając głównie Zielonych.

Ostatecznie jednak dla Merkel ważniejsze niż osobista satysfakcja jest uniknięcie dalszych turbulencji politycznych. Po trwającym niemal pół roku procesie tworzenia rządu i ostatnich kryzysach w ramach berlińskiej koalicji ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje pani kanclerz jest eskalacja kryzysu w siostrzanej partii. Do tego słaby wynik bawarskich chadeków może negatywnie przełożyć się na poparcie w całych Niemczech.

Jakie są więc możliwe scenariusze wyborcze? Ostatni przedwyborczy sondaż daje CSU 34%, Zielonym 19%, SPD 12%, Freie Wähler 10%, AfD 10%, FDP 5,5% i Die Linke 4%. Najłaskawszy dla CSU byłby wynik powyżej 35% i układ sił pozostałych partii, który pozwoliłby na zawarcie koalicji z prawicowymi Freie Wähler. Ewentualnym trzecim koalicjantem może być liberalne FDP, o ile przekroczy próg wyborczy.

W najczarniejszym dla CSU scenariuszu takiej trójpartyjnej lub – w wypadku nie przekroczenia przez FDP progu – dwupartyjnej koalicji może zabraknąć mandatów do większości. Ewentualne dołączenie SPD do tej układanki było by rozwiązaniem dość egzotycznym i prawdopodobnie politycznym samobójstwem bawarskich socjaldemokratów.

Stąd coraz częściej pojawiają się spekulacje na temat ewentualnego układ CSU-Zieloni. Programowo obydwie partie różnią się jak żadne inne w Bawarii. Zieloni co prawda mają wyraźną ochotę sprawdzić się w rządzie. Do tego poszerzyli swoją bazę wyborczą zyskując przychylność wyborców mieszczańskich czy docierając do osób starszych. Ostatecznie jednak trudno przewidzieć, czy udałoby się osiągnąć kompromis programowy. Tym bardziej, że dla CSU zawarcie takiej koalicji oznaczałoby istne trzęsienie ziemi. Partia musiałaby zgodzić się na potężny skręt programowy oraz narracyjny, co wymagałoby zapewne wymiany przywództwa. Do koalicji z Zielonymi byliby zdolni zarówno Joachim Herrmann, minister spraw wewnętrznych Bawarii, jak i Ilse Aigner, minister gospodarki uznawana w ostatnich latach za główną konkurentkę Södera. Jednak partia jako całość może nie być gotowa do takiego kroku. Sam fakt, że w koalicyjnym rządzie stanowisko minister spraw wewnętrznych mogłaby objąć 33-letnia liderka Zielonych Katharina Schulze może być pigułką nie do przełknięcia. W dodatku na ewentualną rewolucję jest bardzo mało czasu. Bawarska konstytucja daje zaledwie 4 tygodnie na wyłonienie nowego premiera. Gdy to się nie uda, rozpisywane muszą być nowe wybory.

Nie mniej ważne, a dla Merkel osobiście być może ważniejsze, będą wybory w Hesji, które odbędą się dwa tygodnie później. O utrzymanie się na stanowisku premiera walczy tam Volker Bouffier, jeden z najbliższych stronników pani kanclerz. Bouffier obecnie rządzi w koalicji z Zielonymi. Ostatnie sondaże – sprzed 2 tygodni – dają CDU 29%, SPD 23%, Zielonym 18%, AfD 13%, Die Linke 8% i FDP 6%.

Takie wyniki oznaczają, że obecnej koalicji może zabraknąć głosów do utrzymania władzy. Co wtedy? Do CDU i Zielonych może dołączyć FDP i stworzyć koalicję jamajską, która nie udała się na poziomie federalnym. Może powstać też wielka koalicji CDU-SPD. Wówczas Bouffier i Merkel, choć osłabieni mogliby ogłosić utrzymanie stanu posiadania.

Realnym scenariuszem jest jednak również utworzenie koalicji „na lewo od centrum” zwanej od kolorów partyjnych SPD, Die Linke i Zielonych R2G (Rot-Rot-Grün). Wówczas otwarte jest pytanie, kto stanąłby na jej czele. Dziś największe szanse miałby lider lokalnego SPD Thorsten Schäfer-Gümbel, który na czele partii stanął po tym, jak w 2008 roku ówczesnej liderce SPD Andrei Ypsilanti nie udało się stworzyć właśnie takiej czerwono-czerwono-zielonej koalicji. Nie można jednak wykluczyć, że uskrzydleni ewentualnym sukcesem w Bawarii Zieloni mogą jeszcze zagrozić socjaldemokratów na ostatniej prostej. Wówczas nowym premierem mógłby zostać Terek Al-Wazir, obecny minister gospodarki i najpopularniejszy polityk w landzie.

Tak wiele znaków zapytania nie może cieszyć Angeli Merkel. Tym bardziej, że już na początku grudnia w Hamburgu odbędzie się kongres wyborczy CDU, na którym wyłonione zostaną nowe władze partii. Angela Merkel zawsze powtarzała, że przywództwo w partii i urząd kanclerski powinny znajdować się w jednym ręku. Ewentualny słaby wynik w Bawarii i Hesji może znacząco podkopać jej autorytet. Czy wówczas znajdzie się ktoś, kto odważy się rzucić jej wyzwanie – tak jak zrobił to Ralph Brinkhaus, który wbrew Merkel wystartował w wyborach na szefa frakcji CDU/CSU w Bundestagu i niespodziewanie pokonał wieloletniego stronnika Merkel Volkera Kaudera? A może za wcześnie komentatorzy kopią jej polityczny grób? Ucięciu spekulacji z pewnością nie pomagają aktualne sondaże na poziomie federalnym, w których poparcie dla CDU/CSU spadło do zaledwie 26%.

Adam Traczyk

Zdjęcie: Fragment okładki Der Spiegel 40/2018

<span>%d</span> blogerów lubi to: