[Wielogłos] COP24 – wyzwania i oczekiwania

Grudniowy szczyt klimatyczny ONZ (COP24) w Katowicach przypada w trudnym okresie. Po wycofaniu się USA z realizacji postanowień Porozumienia Paryskiego kolejne kraje zastanawiają się, czy dobrowolne nakładanie na swoją gospodarkę ekologicznego kagańca ma sens i da się wytłumaczyć wyborcom. Jednocześnie raporty ONZ nie pozostawiają wątpliwości: zostało nam bardzo niewiele czasu, żeby nie tyle zatrzymać, ale ograniczyć katastrofalne skutki zmian klimatu. 

W (prawdopodobnie) zasnutej smogiem stolicy polskiego zagłębia węglowego delegacje z całego świata będą debatować nad bardzo konkretnymi pieniędzmi, zobowiązaniami i normami, które mają sprawić, że umowa z Paryża przestanie istnieć jedynie na papierze. W najnowszej edycji Wielogłosu nasi eksperci i ekspertki prezentują różne perspektywy, które pomagają zrozumieć, jakie szanse i zagrożenia niesie szczyt COP24 na podwórku polskim, europejskim i globalnym.

Anna Pérez Català [Campaigns Director w Climate Tracker]

W zeszłym miesiącu nagrodzony Noblem Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC) wydał bardzo ważny raport wyjaśniający, jakie są konsekwencje przekroczenia granicy zwanej bezpiecznym progiem dla Ziemi – 1,5 stopnia ocieplenia. Badania pokazują alarmujące dane, według których zostało nam 12 lat, żeby radykalnie przekształcić naszą gospodarkę i społeczeństwo i ograniczyć emisję o połowę. Czasu jest mało, więc działania muszą być szybkie i ambitne.

Rok 2018 jest także niezwykle istotny dla negocjacji klimatycznych. Na szczycie COP24 państwa zamierzają uchwalić wytyczne (rulebook), czyli zestaw wskazówek i norm służących wdrożeniu szczegółowych postanowień Porozumienia Paryskiego.

Czasu jest mało, więc działania muszą być szybkie i ambitne.

Ważne jest, aby wytyczne były ambitne, a więc prowadzące do koniecznego ograniczenia emisji, ale także sprawiedliwe, czyli wymagające większych działań od tych, którzy ponoszą największą odpowiedzialność za powstałe problemy.

Żeby to osiągnąć, potrzebujemy przejrzystego systemu finansowania, dzięki któremu kraje rozwinięte będą mogły dostarczać krajom rozwijającym się koniecznych środków do powstrzymania zmian klimatu i dostosowania się do tych, które zaszły. Potrzebujemy dobrze działającego systemu, żeby monitorować dotychczasowe ograniczenia emisji i zwiększać nasze cele w miarę upływu czasu. I wszystko to musi być zaprojektowane w sposób, który zapewni przejrzystość i zaufanie.

Z europejskiej perspektywy jest to czas, żeby pokazać, że zrobimy co do nas należy, dotrzymamy naszych zobowiązań i przejmiemy odpowiedzialność za zmiany klimatyczne. Parlament Europejski właśnie przyjął rezolucję wzywającą do zwiększenia do 55% ograniczeń emisji gazów cieplarnianych do 2030 roku i osiągnięcia poziomu zeroenergetycznego (net zero) w 2050 roku. W ten sposób UE spełniłaby wymagania Porozumienia Paryskiego i IPCC oraz zapewniłaby bezpieczną przyszłość następnym pokoleniom. Czas pokazać przywództwo.

Monika Kotulak [biolożka, działaczka przyrodnicza, członkini partii Razem]

Konferencja Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu (COP – Conference of the Parties) w Paryżu (COP21 w 2015) była wielkim sukcesem. W końcu rządzący zgodzili się, że powinniśmy podjąć działania prowadzące do utrzymania wzrostu globalnej temperatury o maksymalnie 1,5 stopnia względem okresu przed rewolucją industrialną. Jednak to była tylko (aż) zgoda na to. Kolejne spotkania i to najważniejsze, w Katowicach, mają przekuć to postanowienie na realne plany, tworząc tzw. „rulebook”: kto, o ile, jak, za co. Bez dobrego planu, na który zgodzi się większość rządzących, Porozumienie Paryskie zostanie tylko piękną wizją.

Nie będzie to zadanie łatwe. Przedstawiciele 190 krajów muszą ustalić zasady giełdy emisji gazów cieplarnianych (GHG), zharmonizować czas i zawartość planów ograniczenia emisji, sposoby rozliczenia emisji z rolnictwa i leśnictwa czy ustalić strukturę współpracy międzynarodowej w zakresie jej finansowania, transferu technologii itp. Na Polsce, jako gospodarzu konferencji spoczywa ogromna odpowiedzialność. Dotychczas nie byliśmy czempionami w zakresie działań dot. zmian klimatu, wręcz znani jesteśmy z blokowania bardziej ambitnych planów Unii Europejskiej, a po ostatnim COP w Polsce okrzyknięci zostaliśmy Coal-land (Węglokraj).

Bez dobrego planu, na który zgodzi się większość obecnych rządzących, Porozumienie Paryskie zostanie tylko piękną wizją.

Natychmiastowe i ambitne działania są konieczne do uniknięcia katastrofy. Dobitnie podkreśla to ostatni raport IPCC (Intergovernmental Panel on Climate Change) sprawdzający jakie są konsekwencje podniesienia temperatury o 2 stopnie i technologiczne możliwości zatrzymania wzrostu. Różnica pomiędzy 1,5 a 2 stopniami może wydawać się niewielka, będzie jednak miała ogromne konsekwencje. Wszystkie rafy koralowe mogą zniknąć, poziom morza podniesie się o 10 cm zalewając domy milionów rodzin, kolejne miliony będą wystawione na nieludzkie temperatury.

Polska ma szansę pokazać się jako kraj progresywny, popierający postęp technologiczny i szybkie, konkretne działania. Koniecznym jest jak najszybsze odejście od paliw kopalnych, co dla obecnych i poprzednich rządzących jest zawsze kością niezgody z UE. Dodatkowo, potrzebujemy podniesienia efektywności energetycznej oraz ograniczenia emisji z sektora rolniczego. Niestety, lobby górnicze i rolnicze jest bardzo silne i nie chce zmian w obecnym sposobie działania, co nie daje wielkich nadziei na postęp. Zegar jednak tyka. Świat patrzy nam na ręce. Polska może zostać przy swoim wizerunku Coal-land lub stanąć w pierwszym szeregu krajów aktywnie działających na rzecz ograniczenia skutków zmian klimatu. Cokolwiek się nie wydarzy, na pewno zapiszemy się w historii. Oby na białych kartach.

Wojciech Jakóbik [redaktor naczelny BiznesAlert.pl]

Na szczycie klimatycznym w Katowicach, po jednej stronie barykady walki ze zmianami klimatu mogą stanąć ekolodzy i Kościół katolicki. Choć nie jest to wiedza powszechna, rośnie presja Kościoła na ochronę środowiska.

Podążając za wzorem św. Franciszka z Asyżu, patrona ekologii, Episkopat Polski wystosował list do wiernych, w którym duchowni przypomnieli stanowisko Kościoła w sprawie ochrony przyrody. Hierarchowie zaapelowali o walkę ze smogiem. „Ostatecznie troska o środowisko naturalne, zwłaszcza zaniechanie troski o czystość powietrza to sprawa sumienia, które powinno być wrażliwe na sprawy ekologii” – konkludowali, powołując się na papieską encyklikę Laudato Si.

W przeddzień szczytu klimatycznego COP24 w Katowicach może być to ważny głos dopingujący polskie władze do przedstawienia wiarygodnych deklaracji walki ze zmianami klimatu i zanieczyszczeniem powietrza. Katowice będą sprawdzianem wizerunkowym dla Polski. To także szansa na pozyskanie środków na wsparcie transformacji energetycznej.

W przeddzień szczytu klimatycznego COP24 w Katowicach głos Kościoła może dopingować polskie władze do przedstawienia wiarygodnych deklaracji walki ze zmianami klimatu i zanieczyszczeniem powietrza.

Należy spodziewać się, że Polacy podniosą temat transformacji obszarów pogórniczych i będą nalegać na wsparcie finansowe na rzecz mitygacji efektów zmian klimatu, na przykład poprzez modernizację energetyki. Mogą domagać się zatrzymania dekarbonizacji, bo takie sygnały już płyną z resortu środowiska. Pełnomocnikiem do spraw COP24 został jednak zwolennik racjonalnej transformacji Michał Kurtyka, który – miejmy nadzieję – będzie mitygował radykałów po obu stronach.

Najgorszym scenariuszem byłoby wpisanie się w fałszywy obraz Poland – Coal-land, prezentowany przez krytyków polskiej polityki energetycznej poprzez negację prac szczytu, którego jesteśmy gospodarzem. W takiej sytuacji gniewać się będą już nie tylko obrońcy przyrody z organizacji ekologicznych, ale i Kościół, tak ważny dla obecnego rządu.

Warto pamiętać, że w kolejce jest inwestycja w nową odkrywkę węgla brunatnego w Ościsłowie. Czy jej uruchomienie odbędzie się w czasie COP24? Byłby to wspaniały prezent dla tych, którzy chcą udowodnić, że Polska się nie zmienia. Tymczasem o transformacji mówią głośno spółki elektroenergetyczne. Polska Grupa Energetyczna chce inwestować w farmy wiatrowe, a Tauron sprzedaje energię z certyfikatem pochodzenia ze źródeł odnawialnych. Zmiany już zachodzą, teraz należy się nimi pochwalić.

Robert Muthami [Fundacja im. Friedricha Eberta, przedstawicielstwo w Kenii]

Choć Afryka jest obecna przy stole negocjacyjnym dot. zmian klimatycznych od ponad 20 lat, to kluczowym pytaniem w dalszym ciągu pozostaje, jak w wyniku tego zaangażowania poprawiła się zdolność adaptacyjna kontynentu będącego ofiarą tych zmian. Afryka w ramach wspólnej platformy negocjacyjnej African Group of Negotiators (AGN) postuluje następujące środki wdrażania celów porozumień: (1) pomoc finansową na adaptację i ograniczenie zmian klimatycznych, której większość krajów afrykańskich i innych krajów rozwijającycg się oczekuje w formie wkładu państw rozwiniętych do Green Climate Fund (GCF), Adaptation Fund (AF) i innych kanałów finansowych, (2) transfer technologii i budowę potencjału, czyli zwiększanie możliwości aktorów indywidualnych, organizacji i instytucji w Afryce w dziedzinie identyfikacji, planowania i wdrażania sposobów adaptacji i ograniczenia zmian klimatycznych.

Podczas szesnastej Konferencji Stron (COP 16) Konwencji Ramowej Narodów Zjednoczonych ws. Zmian Klimatu (UNFCCC), kraje rozwinięte zgodziły się przeznaczyć 100 miliardów dolarów rocznie do roku 2020 na adaptację i ograniczenie zmian klimatu w krajach rozwijających się. W dalszym ciągu pozostaje to w sferze marzeń, ponieważ w GCF udało się jak dotąd zgromadzić jedynie 10 miliardów. Co więcej, kraje afrykańskie spotykają się z trudnościami w dostępie do funduszy będących w dyspozycji GCF z powodu ilości procedur biurokratycznych, przez które muszą przejść, by uzyskać dostęp do dedykowanych dla nich środków.

Kraje afrykańskie podchodzą do negocjacji w Polsce w grudniu 2018 z nadzieją, że kwestie przejrzystości i przewidywalności finansowania adoptowane w ramach Paris Work Programme (PWP)  będą jasne. To istotne, ponieważ w ten sposób ustalone zostanie, jak fundusze będą gromadzone, rozdzielane i obliczane oraz jakie mechanizmy są potrzebne, by beneficjenci zarządzali nimi w sposób transparentny i odpowiadający potrzebom i oczekiwaniom społeczeństw.

W ramach procesu ratyfikacji kraje Porozumienia Paryskiego były zobowiązane do przygotowania swoich własnych planów zwanych Nationally Determined Contribution (NDC), które mają zostać wdrożone jako część długoterminowego celu porozumienia, czyli utrzymania wzrostu temperatury znacząco poniżej 2°c w porównaniu do epoki preindustrialnej. Decyzje podjęte podczas szczytu COP24 w Polsce powinny być więc jasne w zakresie warunków, przejrzystości i rozliczenia funduszy, aby realizacja założeń NDC nie kolidowała z krajowymi planami rozwoju.

Ponad 60% aktywnej ekonomicznie afrykańskiej populacji żyje z rolnictwa, które jest narażone na negatywne skutki zmian klimatycznych.

Z drugiej strony, przed afrykańskimi rządami otwiera się szansa, aby wdrożyć plany i programy, które pomogą im zaprezentować się jako liderzy na arenie międzynarodowej. Pewne kraje już dokonały na polu walki ze zmianami klimatu znaczących postępów. Na przykład Kenia, Etiopia i Rwanda przygotowały strategie odpowiadające na zmiany klimatu oraz ograniczenia emisji.

Na koniec, biorąc pod uwagę zobowiązania dot. dobrej pracy i sprawiedliwej transformacji zawarte w Porozumieniu Paryskim i fakt, że wkraczamy w kluczową fazę wdrażania Porozumienia, bardzo ważne jest, żeby te zasady zostały wyraźnie podkreślone w Paris Work Programme. To kluczowa kwestia, ponieważ zmiany klimatyczne już mają znaczący wpływ na świat pracy. Na przykład ponad 60% aktywnej ekonomicznie afrykańskiej populacji żyje z rolnictwa, które jest narażone na negatywne skutki zmian klimatycznych. Transformacja ku gospodarce niskoemisyjnej ma wielki potencjał w tworzeniu wysokiej jakości miejsc pracy, takich jak te w sektorze energii odnawialnej. Jednakże ten proces transformacji będzie musiał być sprawiedliwy społecznie i inkluzywny, ponieważ miejsca pracy nienadające się do przekształcenia w bardziej ekologiczne stoją przed groźbą likwidacji.

Dominika Gmerek [Global.Lab]

Polska już po raz czwarty będzie sprawować prezydencję w ramach Konferencji Stron, a grudniowy szczyt klimatyczny jest trzecim, po Poznaniu i Warszawie, który odbędzie się w naszym kraju. To z jednej strony prestiż, ale też i ogromne wyzwanie dla polskich władz, które po raz kolejny muszą udowodnić, że są w stanie sprawnie zorganizować ogromną międzynarodową konferencję.

COP24 to nie tylko wyzwanie polityczne, ale również organizacyjne. Szacuje się, ze do Katowic przyjechać może nawet 40 tysięcy uczestników. W środowisku eksperckim już od dawna zwracano uwagę na braki organizacyjne, w tym choćby niewystarczającą bazę noclegową, a także brak informacji dot. logistyki podczas szczytu. Na razie doniesienia medialne mówią o niebotycznych wzrostach cen najmu krótkoterminowego w Katowicach na początku grudnia, a oficjalna wyszukiwarka miejsc hotelowych umieszczona na stronie organizatorów wskazuje na wolne miejsca w hotelach w Krakowie i Częstochowie.

COP24 to nie tylko wyzwanie polityczne, ale również organizacyjne. Szacuje się, ze do Katowic przyjechać może nawet 40 tysięcy uczestników.

Z punktu widzenia polityki klimatycznej katowicki szczyt jest niezwykle ważny, bo właśnie tu przyjęty zostanie zestaw zasad wdrożenia Porozumienia Paryskiego (rulebook). W Katowicach, stolicy polskiego węgla, Polska mogłaby też zaprezentować swoją progresywną twarz i zaangażowanie na rzecz walki ze zmianami klimatycznymi. Taki scenariusz nie jest jednak prawdopodobny, nic nie zapowiada bowiem zmiany strategii Prawa i Sprawiedliwości, jasno deklarującego przywiązanie do węgla.

W grudniu przekonamy się więc nie tylko, czy zrobiony został ważny krok w kierunku przeciwdziałania globalnym zmianom klimatycznym, ale też czy Polska zerwie z łatką Coal-land i okaże się skutecznym organizatorem.

Głosy zebrał Kajetan Stobiecki.

Rubryka „Wielogłos” powstaje dzięki wsparciu Fundacji im. Friedricha Eberta.

Logo_Friedrich_Ebert_Stiftung.svg

%d blogerów lubi to: